do szczęscia

Czy Szczęście ma granice?

2 sierpnia 2017

SŁYSZĘ GRANICA, MYŚLĘ…

ogrodzenie, mur, linia na mapie, ograniczenia, bronić, atakować, wyznaczać, ograniczać, limitować, odgradzać, teren prywatny, beware, no trespassing, nieupoważnionym wstęp wzbroniony, tylko dla personelu, to przekracza wszelkie granice.

Moje pierwsze skojarzenia na słowo granica są raczej negatywne. Pierwsze myśli kierują się w stronę czegoś, co ogranicza, nakłada kajdany, przycina, zniewala, coś, o co trzeba walczyć lub czego trzeba bronić. Uciekałam o myśleniu o swoich granicach, bo przecież chcę być otwarta, wolna, dawać wolność. Dlaczego zatem tak często czułam frustrację, gniew, smutek w kontaktach z innymi. Czy to dlatego nie lubię sytuacji, które mogą wywoływać konflikty? Czy dlatego tak trudno mi z konfliktami moich dzieci?

KIEDY MYŚLĘ DALEJ…

przychodzą skojarzenia związane z podróżą, z przekraczaniem granic państw czy miast, by poznawać nowe krajobrazy, style życia, smaki, kolory, języki, podejścia. Lubię podróżować i w tym kontekście przekraczać granice.

MOJE GRANICE

Czy Szczęście ma granice? Czy są takie same jak wszystkiego innego? Jakie są? Po co są? Na co i w jakim celu? Czy takie bezkresne, bezgraniczne Szczęście to byłoby coś przyjemnego? I gdzie by się zaczynało, a gdzie kończyło? Czy zawsze w tym samym miejscu?

Moje Szczęście ma granice. Czasem moją granicą, tą najpierwszą która przychodzi mi na myśl jest moje ciało. I na razie dobrze mi z tym, że jest. Bez niego nie wiem czym bym była. A może by mnie nie było? No więc na dziś wiem, że mam granice. Zaczynam się i kończę. Czasem myślę, że zaczynam się na czubkach palców u stóp i kiedy chodzę boso po trawie, to czuję też, że wrastam w ziemię i nie kończę się jednak tam, gdzie moje stopy.

Kiedy tylko zakładam buty mój początek przeskakuje na czubek głowy. Planuję, podejmuje decyzje, rozmyślam, roztrząsam, zaczynam się i kończę wraz ze swoim ciałem.

Moje granice nie są jednak stałe, ustalone raz na zawsze i na wieki wieków. Codziennie czuję jak zmieniają się, dają o sobie znać i znikają uspokojone jeśli są zauważone i zaopiekowane. Najłatwiej mi zauważać granice mojego głodu czy senności . Przychodzi moment, że czuję tylko ssanie, mam suche usta, pali mnie w przełyku i w końcu nie mogę myśleć już o niczym innym, jak tylko o jedzeniu. Albo oczy mi się kleją, słowa zwalniają, wypowiadane litery zamieniają się w dłuuugie dźwięki jak w filmie nakręconym w zwolnionym tempie. I zasypiam.

Gorzej dla wszystkich, kiedy w porę nie zauważę, że moje granice się odzywają, a robią to za pośrednictwem mojego ciała. Kiedy jest ok, to w moim ciele jest luz, komfort, spokój, wygoda. Kiedy nie zauważam, że dochodzę do granic, czuję dyskomfort, napięcie, ścisk, niewygodę. Dają znać, że tu są.

Mój mózg przełącza się wtedy na funkcje obrony granic i w tym trybie często reaguje z siłą nieadekwatną do sytuacji. Zobaczyłam to w prostym ćwiczeniu, kiedy miałam sprawdzić co poczuję i zrobię w sytuacji, kiedy ważna dla mnie osoba przekracza moje granice, a ja 1) staram się to wytrzymać, 2) zrobić coś z tą osobą, 3) nie robić nic z osobą, a zmienić coś ze sobą, by czuć się wygodnie.

W pierwszej opcji czułam bezsilność, czułam, że się kurczę, chciałam się schować, było mi źle.

W drugiej poczułam siłę, agresję, gniew, popchnęłam osobę, z którą ćwiczyłam z taką energią, że  pod wpływem mojego napierania zaczęła się ode mnie oddalać, a ja zaczęłam czuć smutek, bo to nie był rezultat, który chciałam osiągnąć. Chciałam być z nią nadal w kontakcie i relacji, a ona zamiast utrzymywać ze mną kontakt zaczęła się ode mnie oddalać.

W trzecim przypadku zrobiłam pół kroku do tyłu i nawiązałam kontakt wzrokowy z osobą z którą ćwiczyłam. Było to dla nas obu zaskakujące po tym  jak prawie przewróciłam ją, kiedy odgrywałyśmy scenkę, że to ja przestawiam ją, tak aby zadbać o swój komfort.

Uzmysłowiło mi to, że zadbanie o siebie poprzez wzięcie odpowiedzialności za siebie, pozwala na zatrzymanie i refleksje po obu stronach. Inaczej było w przypadku sytuacji pierwszej i drugiej, kiedy to straciłyśmy ze sobą kontakt.

Nie chcę ani oddawać siebie, ani zmieniać kogoś, chcę dbać o swój komfort podejmując działanie, które jest adekwatne do sytuacji.

Dlaczego? Bo chcę mieć relacje z ważnymi dla mnie ludźmi. Nie lubię bezsilności, to przemoc na mnie samej. Nie lubię przepychanek, bo to przemoc na kimś innym. Lubię czuć te wszystkie emocje związane z tym, kiedy sama o siebie zadbam. Co nie znaczy, że nie będę prosiła o pomoc czy współpracę.

Potrzebne mi do tego dotarcie do potrzeby, która nie jest zaspokajana w danej sytuacji. Weźmy taki przypadek: wracam do domu po dniu wypełnionym spotkaniami, rozmowami, hałasem. Chcę odetchnąć, odpocząć, a tam cała gromada dzieci, które coś do mnie mówią. Mogę:

  1. Zignorować ścisk w żołądku i węzeł w gardle. Podać to i tamto, odpowiedzieć to i owo. Może odburknąć i usiąść w kącie zasmucona, przygnębiona i bez sił.
  2. Zacisnąć szczęki i pięści. Wycedzić przez zęby, że jak tak można, że coś z wami nie tak, że tak od progu i że macie być cicho. A potem zasnąć z niesmakiem i wyrzutami sumienia.
  3. Zauważyć ścisk w żołądku i węzeł w gardle, zaciśnięte pięści i szczęki. Wziąć trzy głębokie oddechy, coby się gadzi mózg z ssaczym zintegrował. Powiedzieć, że ważna jest dla mnie uważność na potrzeby i czuję, że chcę trochę czasu na wyciszenie po dni wypełnionym po brzegi aktywnościami. Zapytać co usłyszeli i otworzyć serce na rozwiązania. Może spacer razem albo osobno? Może wspólne czytanie? Może ja w jednym pokoju a wy w drugim a potem coś razem…

Granice nie są u mnie stałe, tak samo jak granice państwa. Akurat za mojego życia granice Polski się nie zmieniły, jednak z historii wiem, że nie zawsze były takie jak teraz. W mojej mikro skali wygląda to tak, że jak jestem wyspana, najedzona, zwracam na siebie uwagę, dbam o siebie, mam też więcej otwartości na innych. 

W zależności od tego jak postrzegam moje granice, czy jako coś, czego mam bronić, zamykać, czy jak coś, za czym jest coś nowego do poznania, trochę jak zaproszenie do innego kraju, kultury, smaków, zapachów, widoków, języka, taki mam stosunek do osób, które spotykam. Bliższe są mi otwartość i traktowanie innych jak podróżników, którzy przyjechali z odwiedzinami. Mogę pokazać im, co tu jest pięknego, gdzie są miejsca, które są delikatne, może jakieś zabytki, do których trzeba podejść z uważnością i łagodnością. Żeby móc im opowiedzieć, gdzie są szlaki, co grozi zejściem z nich, to sama muszę ten mój kraj dobrze zwiedzić i poznać, zrozumieć. 

A Ty jak widzisz granice? Podziel się swoim punktem widzenia w komentarzu. Dzięki:)

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply