do szczęscia słowa

Szczęście to (nie) tylko łatwe chwile

7 marca 2017

Patrzysz na moje uśmiechnięte zdjęcia. Myślisz ma wszystko: dzieci, udany związek, fajną pracę. Ona to ma szczęście. Czego chcieć więcej? Nie będę ściemniać, tak jest. Jednocześnie jest też tak, że nie było tak zawsze.

Wiosna, to wspaniała pora roku, kiedy wszystko budzi się do życia. Jednak pamiętam też wiosny, które były dla mnie jak najzimniejsza i najciemniejsza zima. Wiosny, kiedy zaczynałam wszystko od nowa. Dlaczego?

Dzień kobiet to rocznica mojego rozstania z mężem. Jedenaście lat temu, wracając do domu z bukietem kwiatów od chłopaków z pracy, zastanawiałam się jakie dostanę od niego. Zamiast kwiatów dostałam puste mieszkanie.
Dziś wiem, że to był najlepszy prezent jaki mógł mi dać. Wtedy, byłam w czarnej dupie, w totalnej rozsypce i rozpaczy.
Z maleńką, prawie dwuletnią istotą u boku. Z wielkim strachem, jak poradzimy sobie same. Z ogromnym smutkiem, że tak się kończy ten związek. Z wściekłością, że to się stało. Ze wstydem, że mnie zostawił. I przekonaniem, że jestem do niczego.

Poczucia bezpieczeństwa nie dodawało to, że miałam pracę na czas określony z 3-dniowym okresem wypowiedzenia, wynajmowałam mieszkanie, a moja mama mieszkała na drugim końcu kraju.

Kilka dni temu zadzwoniła koleżanka z byłej pracy. W najbliższą sobotę miną trzy lata, odkąd dostałam wypowiedzenie. To doświadczenie było równie trudne, jak rozstanie z mężem.
Ona też została zwolniona. Wszystkie wspomnienia wróciły. Zdziwiłam się, że to nadal boli, już nie tak, ale nadal czuję ten dyskomfort.

Mam na koncie trudne doświadczenia. Byłam tam, w tej ciemnej, ciasnej norze. Doświadczyłam lęku, wstydu, wściekłości i wszystkich odcieni tych emocji. Byłam tam, ale tam nie zostałam. Jestem dzisiaj tu. Taka, jaką widzisz mnie na zdjęciu, spotykasz na ulicy. Szczęśliwa.

Szczęście to była dla mnie decyzja-wtedy bardziej nieświadoma, niż świadoma. Pamiętam, że byłam jak w transie, myśli kłębiły się w głowie, ani na chwilę nie chciały przestać. Jechałam do garażu i okazywało się, że stoję przed ścianą. Byłam tak bardzo zajęta myśleniem, że nie zauważyłam, że przejechałam cały parking i nie mam już dokąd dalej pojechać. To było jak metafora mojego życia wtedy. Czułam, że stoję przed ścianą.
Co zrobiłam?

Na szczęście nie zostałam sama z trudnymi emocjami.

Nie zrozum mnie źle. Nie było tak, że chodziłam i chwaliłam się tym, że się rozstałam. Wręcz przeciwnie: chciałam zniknąć. Schować się gdzieś i nigdy już stamtąd nie wychodzić. Tak bardzo się tego wstydziłam. Jednak posłuchałam rady koleżanki, żeby pójść do specjalisty, porozmawiałam z psychologiem. Nie odcięłam się też zupełnie od bliskich, chociaż wcale nie miałam ochoty na rozmowy i spotkania. Przyjeżdżała mama. Spędziłam godziny na rozmowach z nią i przyjaciółmi.
Po zwolnieniu z pracy skorzystałam z programu outplacement, który oferowała zwalniająca mnie firma. Zdecydowałam się na coaching. Zaczęłam pisać bloga, który był sposobem na wyrzucenie tego wszystkiego, co rozsadzało mi głowę, na zewnątrz.

Na szczęście pisałam.

Kiedy zostałam zwolniona z pracy zaczęłam pisać bloga – Matka Polska Postkorporka to pierwotna nazwa tego bloga. Ale to tylko wycinek tego, co pisałam.
Nie wszystko chciałam publikowć. Wiedziałam, że pisanie to jedna z rzeczy, które najbardziej mi pomagają. Pisałam więc gdzie popadnie, na tym, co było pod ręką: w bloku rysunkowym dzieci, na rachunkach, w kalendarzu, w telefonie, w zeszytach.
Kiedy rozstałam się z mężem zapisywałam tony papieru po to, by te najtrudniejsze rzeczy wyszły ze mnie: cały ten gniew, wstyd i wszystkie lęki. Jak to wszystko znalazło się na kartce mogłam coś z tym zrobić-rozpłakać się nad tym, pomazać, podrzeć, poskładać w kostkę i przewiązać wstążką, spalić, odłożyć na półkę. To, że dawałam tym wszystkim emocjom ujście pozwalało mi być trochę z boku, spojrzeć z jako takim dystansem, w ogóle coś robić. To był mój wentyl bezpieczeństwa. Myślę sobie, że podobny charakter może mieć malowanie, rysowanie, taniec. Cokolwiek, co pomaga wyrazić siebie.

Na szczęście zbierałam dobre chwile.

Byłam tak przywalona trudami, że nie chciało mi się nawet wychodzić z domu. Poczucie obowiązku sprawiało, że wychodziłam do pracy, zaprowadzałam córkę do przedszkola, robiłam zakupy. Nie pamiętam już jak wpadałam na takie zadanie dla siebie: codziennie zapisz trzy dobre rzeczy, które Cię spotkały, z których jesteś zadowolona. Pierwsze były takie:
– pan w sklepie uśmiechnął się do mnie i pomógł mi znaleźć odpowiednie śrubki
– zmieniłam rybkom wodę w akwarium
– posadziłam z mamą bratki na balkonie

Na szczęście znajdowałam inne opcje.

W dość brutalny sposób zostałam nauczona tego, że potrzebne są zawsze jeszcze opcje B i C.  Doświadczyłam tego, że nieprzywiązywanie się do jednego rozwiązania, jakie sobie wymyśliłam, a czasem nawet na jakie umówiłam z inną osobą, jest konieczne. Daje przestrzeń do szukania innych rozwiązań. Po jakimś czasie, gdy zaczęłam uczyć się Porozumienia bez Przemocy okazało się, że konflikty często pojawiają się właśnie wtedy, gdy przywiązujemy się do jednej “słusznej” strategii rozwiązania jakiejś kwestii. Odklejenie się od niej i otwartość na szukanie innych rozwiązań daje siłę.

Na szczęście byłam dla siebie łagodna.

Starałam się być łagodna dla siebie, pozwalać sobie na przyjemności i ułatwienia (długi prysznic, oglądanie 2 razy z rzędu Mulan, makaron z sosem pomidorowym przez tydzień). Nie dowalałam sobie obowiązków. Tak bardzo potrzebowałam energii do tego, by radzić sobie w tym całym chaosem w środku. Perfekcjonizm zjadłby mnie wtedy. Uratowała mnie moja nieperfekcyjna natura. I zgoda na “to wystarczy”, “to jest akurat”.

Na szczęście miałam odwagę.

Potrzebowałam wolnych wieczorów, chociaż dwa razy w tygodniu, umowy na czas nieokreślony, pomocy z bardzo codziennymi sprawami. Mówiłam o tym. Nie od razu, ale wreszcie odkleiłam się od wszystkich “a co ludzie pomyślą”, “a co jak nie dostanę”, “a co jak powiedzą, że jestem…”. Obwiałam się tego, co powiedzą, na to, że się rozstałam, że zostałam zostawiona, a teraz zostawiam z nim dziecko, z tym, który ją zostawił i wychodzi z koleżankami. Obawiałam się, co powiedzą jak powiem, że potrzebuję więcej pewności w zatrudnieniu i będę szukać pracy, w której dostanę umowę na stałe. Obawiałam się, co powiedzą, gdy poproszę, żeby zanieśli mi zakupy do domu, bo albo ja je wezmę, a dziecko zostanie w samochodzie, albo wezmę dziecko i zostanie samo w domu, jak wrócę po zakupy do samochodu. Takie tam codzienne pierdoły, które jak jest dobrze, to wydają się oczywiste.

Na szczęście jest strach.

Prawie nie spałam, nie miałam apetytu, schudłam. Tak bardzo się bałam. Strach towarzyszył mi na każdym kroku. Towarzyszy mi do dzisiaj. Już nie tak często. Dziś boję się o inne rzeczy. Myślę, że wszyscy się boimy, każdy ma swoje lęki. Różnimy się tym, jak ten strach widzimy. Czy jest skutecznym hamulcowym powstrzymującym przed życiem tak, jak chcemy żyć. Czy przyjacielem, który mówi: idź, sprawdzaj, ja jestem z Tobą, by dbać o Twoje bezpieczeństwo, by pokazywać Ci momenty, w których dobrze, żebyś była uważna.

Jak jest dziś?

Dziś jestem w związku z Jędrnym, z którym mamy dwójkę dzieci, czyli w sumie mam ich troje. Są moim niewyczerpanym, choć wyczerpującym źródłem inspiracji. Nadal współtworzę Fundację RoRo. Skończyłam studia podyplomowe z Porozumienia bez Przemocy (to nie jest o niebiciu, ale o tym, jak komunikować się w sposób pozwalający tworzyć związki oparte na szacunku i zaufaniu, w których potrzeby wszystkich stron są uwzględniane). Pracuję jako freelancer: prowadząc warsztaty komunikacji opartej na empatii, twórcze zajęcia z dziećmi w Planets, piszę dla Fundacji Świadoma Edukacja o takim towarzyszeniu dzieciom, by były w przyszłości szczęśliwymi dorosłymi. A już w niedzielę będę podczas konferencji TEDxUWCRCN  opowiadać o tym, jak komunikować się w sposób, który buduje współpracę i empatię.

Jeśli dziś bliżej Ci do mnie sprzed jedenastu lat, niż do tej z dzisiaj, proszę nie zostawaj sama w trudnej sytuacji. Pomyśl, jakie wsparcie byłoby Ci potrzebne i zacznij go szukać i o nie prosić (z otwartością na nie). Na Facebooku są grupy, w których znajdziesz osoby w podobnej sytuacji. Ja znam kilka przykładowych:

Zaczynam od nowa!,

Panie Swojego Czasu,

Panie Swojego Szczęścia,

Biznes, blogowanie i marketing dla kobiet, 

Chwalmy mamy.

Pamiętaj proszę, Szczęście to Ty, a nie okoliczności.

PS. Dziękuję, że mnie czytasz.

PSS. Kochaj siebie.

zdjęcie: RyanMcGuire/pixabay.com

You Might Also Like

10 komentarzy

  • Reply Karolina Kary B 7 marca 2017 at 21:19

    Dziękuję Ci za ten wpis. Czasem człowiek zapomina, że nie ma takiej rzeczy, która jest w stanie go złamać. Może chwilowo unieruchomić, tak. Ale jeśli tylko uwierzy, że potrafi – zdziała wiele.

    • Reply Sylwia 8 marca 2017 at 08:23

      Myślę, że nie ma, a jednocześnie pamiętanie o tym, jest trudne. uściski!

  • Reply Joan 8 marca 2017 at 03:12

    Kochana tak mi się podoba jak to napisałaś, takie to w punkt i jednocześnie miękkie i mocne. Ściskam :*

    • Reply Sylwia 8 marca 2017 at 08:22

      Dziękuję i odściskuje:)

  • Reply Aleksandra | Wild Rocks 9 marca 2017 at 07:20

    Sylwia. Twój tekst przeczytałam z niesamowitą przyjemnością. Gratuluję Ci że udało Ci się wyjść z tamtego dołka.
    Kiedyś też stanęłam przed swoją ścianą i pamiętam że największą radością były wtedy dla mnie drobne kroki które wyprowadzały mnie w tamtym czasie na prostą.
    PS. Bardzo podoba mi się stwierdzenie „szczęście to Ty, nie okoliczności” – gdyby zależało okoliczności to powinniśmy mieć ulice pełne szczęśliwych i uśmiechniętych ludzi.

    • Reply Sylwia 9 marca 2017 at 20:50

      Dziękuję Aleksandro:)

  • Reply Kasia 19 marca 2017 at 22:26

    Niesamowity tekst, momentami przechodziły mnie ciarki jak go czytałam.
    Zaś to zdanie jest tak prawdziwe:
    „o jakimś czasie, gdy zaczęłam uczyć się Porozumienia bez Przemocy okazało się, że konflikty często pojawiają się właśnie wtedy, gdy przywiązujemy się do jednej “słusznej” strategii rozwiązania jakiejś kwestii. Odklejenie się od niej i otwartość na szukanie innych rozwiązań daje siłę.”

    Czasami chcemy się tak uprzeć, że jedno rozwiązanie jest słuszne a inne nie! Zamiast szukać drogi kompromisu, patrzeć szerzej na daną sytuacje.

    • Reply Sylwia 20 marca 2017 at 14:18

      Tak zobaczenie wielu możliwości dale dużą wolność. A czasami tak trudno nam zobaczyć choćby drugą opcję.

  • Reply Kasia 19 marca 2017 at 22:28

    Jeszcze grupa Panie Swojego Szczęścia jest podlinkowana do grupy Panie Swojego Czasu.

    • Reply Sylwia 20 marca 2017 at 14:16

      Dzięki za uważność i już poprawiam.

    Leave a Reply