do szczęscia słowa

Co Szczęście lubi, nawet jak się zgubi.

23 marca 2017

Co moje Szczęście lubi? Co lubi, nawet jak się zgubi gdzieś we mnie i przez usta wychodzą słowa tylko takie jak: ględzić, marudzić i narzekać? I z zewnątrz cała jestem zagderana, zasapana, przykurczona, zakurzona, a to figlarne Szczęście w środku uśmiecha się półgębkiem i trochę żartem, trochę z przekąsem woła:

„Ha, mam Cię! Znów się dałaś wkręcić myślom. A taka już niby jesteś level pro:) Trzeba się było wyspać, posiedzieć w ciszy, posłuchać, co chcę Ci wyszeptać do ucha.” 

Usiadłam, posłuchałam i zrobiłam listę tego, co to moje Szczęście lubi.

Lubię pisać. Spać, jeść, tulić się w Twoje włosy, czuć Twój zapach. Oddychać z Tobą. Łapać ten rytm, a potem gubić go. Delikatnie przechodzić w rytm osobny. Osobno ja i osobno Ty. Lubię leżeć na lewym boku i słuchać bicia serca.

Lubię gorącą herbatę. I takie dni, kiedy która godzina nie ma znaczenia. Kiedy śniadanie można jeść do obiadu. Kiedy stukacie i pukacie, a ja przeciągam się leniwie i rozpływam jak kawałek czekolady na języku, gdy na Was patrzę. Duże ręce i małe rączki razem. Jesteście odwróceni do mnie plecami, pochyleni i skupieni nad deskami, które będą szafką. Lubię Was razem.

Kocham ten spokój, kiedy nie ma znaczenia jak długo będziemy się ubierać, o której umyjemy zęby. Tak dobrze być razem. Bez zegarków, terminów, miejsc spotkań, planów. Przeskakiwać z minuty na minutę, a w zasadzie z chwili na chwilę, ale dopiero jak się na niej nasiedzi, wygrzeje w niej, wymości. Dopiero wtedy hop, do następnej, nie wcześniej i nie później.

Lubię zagapić się na Ciebie, kiedy układasz coś w skupieniu, albo przyglądasz się czemuś tak bardzo, że jesteście tylko Ty i to coś. I ten uśmiech, kiedy zauważasz, że na Ciebie patrzę.

Te Twoje zapaszki, kiedy wracasz od koni. Tu nimi pachniesz, zaraz przy włosacha na czole, a gdzie indziej już nie. I kiedy z takim małym zmieszaniem wtulasz się we mnie, jakbyś nie wiedziała czy to na pewno tak ma być, czy to wypada, tak tulić się. Lubię, kiedy to robisz, a Twoje oczy są oczami maleńkiej dziewczynki, mocnej i małej, która wie i nie wie, ale jest zdecydowana iść za tym czymś, co mówi jej żeby zrobić teraz właśnie to. Lubisz mało masła na kanapkach. Pamiętam i jednocześnie zawsze daję Ci go za dużo. Z takim uśmiechem i czułością powiedziałaś, że tyle masła to dla Szy i Leo, a dla Ciebie wystarczy dużo mniej. Giglotki, w które się zaśmiewasz, a potem nagle mówisz, że już nie. Lubię. Lubię Cię głaskać po plecach i czuć pod ręką Twoje ciepło.

A Ty jesteś szczerze zasmucony, gdy masz inne zdanie od mojego. A mi to nie przeszkadza. Przeszkadzają mi te bąbelki we mnie. Tak bardzo chcę Ci powiedzieć jak ja to widzę, że jak zaczynam, to jestem jak wzburzona coca-cola, albo jakaś inna woda mineralna, co ucieka nosem. Nie dlatego, że się złoszczę, ale że tak szybko chcę Ci to opowiedzieć i te wszystkie wątki na raz. I zastanawiam się jak Ty to widzisz i słyszysz. Czy moje bąbelkowanie jest dla Ciebie przyjemne? Dla mnie jest przyjemne i łażę wtedy za Tobą, żeby Ci opowiadać i w sumie nie mają znaczenia słowa i czy to ma jakiś sens, ale to, że jesteś a ja do Ciebie mówię. I kiedy opowiadam Ci o kamperach, wyprawach, domach i mówię, że chcę to wszystko mieć i tam być, to z jednej strony rzeczywiście chcę, a z drugiej najbardziej chcę być tu, gdzie jestem. Blisko Ciebie. Snuć te moje marzenia. I wcale nie jestem tak bardzo przywiązana do ich realizacji. Cieszę się wymyślaniem i przybieganiem z tym do Ciebie. I zawsze mi za mało, bo albo już pora na wychodzenie gdzieś, albo dzieciaki wołają, albo czajnik wzywa.

Burczy mi w brzuchu. Idę zrobić coś do zjedzenia, coby mi burczenie Szczęścia nie zakrzyczało. Może jaglankę z jabłkami?

Kocham nas bardzo mocno.

zdjęcię: Pixabay

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply